Archiwum aktualności "Luty 2018"

« powrót do archiwum

My też graliśmy w Orkiestrze

„Gramy i pomagamy do końca świata i jeden dzień dłużej” – pod takim hasłem Przychodnia Piaskowa Góra włączyła się do Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

  • To nasz debiut w takiej formie orkiestrowego grania – mówi prezes Leszek Grodziński – jednocześnie chcieliśmy wyjść na przeciw potrzebom naszych pacjentów, nawet – szerzej, bo ofertę kierowaliśmy do wszystkich mieszkańców Wałbrzycha. W tym dniu przyjmowaliśmy, nie pytając o „zadeklarowanie”.  

Zainteresowanie od początku było duże. Już przed ósmą rano uformowała się spora kolejka, ale potem numerki z orkiestrowym serduszkiem czekały na pacjentów. Datek do puszki i już można było wybierać się do gabinetu lekarskiego, na inne konsultacje lub badania. Była to okazja do sprawdzenia własnego stanu zdrowia albo wybrania się z pociechą do pediatry, logopedy…     

Na małych pacjentów oczekiwali dr Piotr Popławski i mgr Anna Bocheńska.  

A na wszystkich – lekarze różnych specjaliści. Przyjmowali ortopedzi  – Adam Krzywda i Adam Jesse, podolożka – Małgorzata Mandurska, dermatolożka – Lidia Kałuska, internistka – Marzena Konsewicz. Była możliwość wykonania badania USG u dr Pawła Ciechowskiego i porozmawiania o fizjoterapii z mgr Leszkiem Grodzińskim. Byli też chętni do skonsultowania swoich zasad dietetycznych, głównie pod kątem „ jak schudnąć”.  Mgr Ewelina Gasińska m.in. przekonywała, że przy odchudzającej diecie wcale nie trzeba chodzić głodnym. Należy jeść częściej i mniejsze porcje, rezygnacja z kolacji też nie jest dobrym pomysłem.

Szczególnie atrakcyjne dla odwiedzających w tym dniu przychodnię były  pokazy ratownictwa medycznego. Ratownicy medyczni Arkadiusz Paul i Damian Konsewicz nie tylko demonstrowali na manekinach zalecane czynności, ale również szkolili chętnych. Nic tak nie utwierdza wiary we własne umiejętności, jak przećwiczenie ich pod fachowym okiem. Pokazy cieszyły się więc dużym zainteresowaniem. Obejrzał je również prezydent miasta Roman Szełemiej, który w czasie Świątecznego Grania odwiedził naszą przychodnię.

Szybko zapełniały się puszki Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, nad którymi mieli pieczę wolontariusze Wiktoria i Filip (prywatnie gimnazjaliści). Oboje po raz drugi brali udział w takiej zbiórce.   

 

Zanim rozbłyśnie pierwsza gwiazdka

Tradycyjnie w okresie przedświątecznym spotkaliśmy się przy choince. Były życzenia i wspólne śpiewanie kolęd. I też tradycyjnie, pierwsze życzenia były od prezesa Leszka Grodzińskiego.

  • Całej załodze życzę dużo mocy, jak to teraz się mówi. A czasy są trudne i mało przewidywalne. Przyznam, że właśnie ulżyło mi, trochę, po pewnych zapowiedziach kierunków zmian w naszej branży. Podstawowa opieka zdrowotna wciąż będzie ważna, wręcz fundamentalna i będziemy mieć również możliwości rozwoju i poszerzania naszej oferty. A przecież mamy już doświadczenie w doskonaleniu naszej pracy. Legitymujemy się dwoma certyfikatami jakości ISO.

Nie sposób było, nawet w tak w uroczystej chwili, nie odnieść się do filmu „Gwiezdne Wojny”, bo -premiera nowej serii i ogromna akcja propagandowa obecna niemal wszędzie, ale potem zapanował już tylko nasz bożonarodzeniowy duch tradycji. Donośnym „Gdy się Chrystus rodzi” rozpoczął tę część spotkania Jerzy Gronowski, popularny wałbrzyski aktor. Akompaniowała Stella Wesołowska.

Właściwie nie powinniśmy rozpoczynać, bo nie pojawiła się jeszcze pierwsza gwiazdka, ale to spotkanie było przecież „wyrwane” z pracowitego dnia pracy i nie było możliwości, by na to światełko na niebie poczekać. Za to wspomnienia z czasów dzieciństwa nasunęły się automatycznie, kiedy siedziało się przy oknie z nosem niemal przylepionym do szyby. Już, już jest, zabłysła, można zasiadać do stołu.

„Jezu malusieńki”, „Lulajże Jezuniu” zaśpiewał pan Jerzy, potem snuł opowieść o dawnych zwyczajach. Był wtedy biało zasłany stół, a pod obrusem – sianko.

Wszystko tego wieczoru miało znaczenie symboliczne, np. siano przypominało o żłóbku, w którym leżał maleńki Jezus.

Zwierzęta też miały w tym czasie swoje prawa. Po wieczerzy otrzymywały owe sianko spod obrusu. Niektórym zaś – kopytnym gospodarz przynosił różowy opłatek. Nie wiem tylko, skąd zrodziła się wieść, że w tę niezwykłą noc potrafią mówić ludzkim głosem.

„Zaśnij już, oczka zmruż” dopełniało świątecznej atmosfery. Dzielenie się opłatkiem, tak znaczące w naszej tradycji, nie jest takie znów „odwieczne”, podobnie jak samo obchodzenie Bożego Narodzenia. Pierwsze wzmianki o bożonarodzeniowym świętowaniu pochodzą z 354 roku. Opłatek – to znacznie późniejsza tradycja, osiemnastowieczna, kultywowana w naszym kraju, na Litwie i we Włoszech. I tak po tej dawce historycznej wiedzy zaśpiewaliśmy, już wszyscy, „Wśród nocnej ciszy”.

Wspomnieliśmy dwanaście wigilijnych potraw, których produkty i sposób wykonania były ściśle określone; trochę inaczej w różnych regionach. I tu znów wszystko miało znaczenie wręcz magiczne. Nie wolno było przy jedzeniu pominąć żadne potrawy, bo w następnym roku – kłopoty murowane. Choinka również „roiła się” od znaczeń i przesłań. Łańcuchy np., wcześniej sumiennie wyklejane przez młodszych domowników, symbolizowały więzy rodzinne, dzwonek – ozdoba miały przywoływać dobre nowiny.

„Dzisiaj w Betlejem’ zaśpiewaliśmy wszyscy. Bo przepiękne są polskie kolędy i pastorałki, mamy ich ponad 500, przeważnie anonimowych, ale są też znanych autorów. Za to najpopularniejszym świątecznym utworem na świecie jest „Cicha noc” , napisana przez niemieckiego kaznodzieję, początkowo do akompaniamentu gitary. My jednak wróciliśmy jednak do swojskiego śpiewania. Zabrzmiało „Gdy śliczna panna” i „Oj. maluśki” . Ciekawostką było zaśpiewanie przez pana Jerzego kolęd gwarą.

Jeszcze omówiliśmy znaczenie łuski świątecznego karpia, której jedną sztukę należy przechować i przez cały rok nosić w portmonetce. Kiedy już pojawi się nowa łuska, poprzednia powinna zostać spalona. Wszystko to ma sprzyjać pomyślności finansowej. Odśpiewaniem „Bóg się rodzi” zakończyliśmy tegoroczne przedświątecznie spotkanie.

Bioenergoterapia w ogniu dyskusji

„Osobowość z pasją” tym razem była z dziedziny niekonwencjonalnego ratowania naszego zdrowia, a spotkanie odbyło się w gronie pracowników Przychodni Piaskowa Góra oraz sporej grupy innych osób, szczególnie zainteresowanych tematem.

Było to w ramach stałego, od lat prowadzonego cyklu, który pozwolił dotąd poznać: badaczy przeszłości Wałbrzycha i okolic, artystów różnych branż, działaczy kultury, amatorów ekstremalnych wędrówek i wielu innych. Prezes Leszek Grodziński przypomniał też, że w zakładce strony internetowej „Przychodnia inaczej” można m.in. przeczytać kolejne relacje.

Tymczasem spotkanie z Jerzym Gronkiem, bioenergoterapeutą z pewnością było wezwaniem, wymagało bowiem spojrzenia na problem szerzej, wzniesienia się ponad rutynę i utarte schematy. Bo konfrontacja medycyny niekonwencjonalnej i tej naszej, codziennej – wcale nie musi oznaczać właśnie konfrontacji. Okazało się, że są między nimi płaszczyzny wspólne.

Bioenergoterapeuci widzą nas jako istoty „naładowane” energią i otoczone różnego rodzaju biopolami. Wszelkie energetyczne zaburzenia, które wyczuwają lub dosłownie widzą, świadczą o schorzeniach, a ich uporządkowanie ma przywracać zdrowie. Czynią to ich ręce, nadzwyczaj wyposażone przez naturę. Choć Jerzy Gronek twierdzi, że wielu ludzi ma takie zdolności i mogłoby je wykorzystywać przynajmniej dla własnego pożytku. On sam swoje możliwości odkrył przypadkiem. Powoływał się też na naukowe publikacje.

Po gorącej dyskusji, wspartej wypowiedziami ludzi, którym bioenergoterapia miała pomóc, jej uczestnicy zgodzili się przede wszystkim z tym, że człowiek jest całością i tak w diagnostyce, jak i terapiach powinien być traktowany. Jednocześnie podkreślano, że współdziałanie medycyny i medycyny niekonwencjonalnej szczególnie mogłoby przydać się w diagnostyce. I Jerzy Gronek miał już takie doświadczenie, przez rok działając w jednym ze szpitali na Dolnym Śląsku.

Czy bioenergoterapia ma przed sobą przyszłość? Tak czy inaczej nie można bagatelizować jej znaczenia, gdyż tylu ludzi zapewnia o jej dobroczynnym wpływie na zdrowie.

„Systematyzowanie naszej bezsilności”

Jakież jeszcze ujawnią się „Osobowości z pasją” na spotkaniach w Przychodni Piaskowa Góra”? Dotychczas okazywali się tak niezwykli, zafascynowani tak niesamowitymi dziedzinami! I tym razem było zaskoczenie. Gość wieczoru z grona pracowników – Daniel Suchenia, na co dzień informatyk, od lat pisze wiersze i właśnie wydał pierwszy tomik – „Pestkowiec”.

Pisze wiersze… I to jakie! Można je czytać wielokrotnie i wciąż czynią wrażenie. Skłaniają do refleksji, przeważnie gorzkich, jak ta „pestka” z wiersza, do którego nawiązuje tytuł. Jakoś tak zapadają w uczucia, że prawie widzę „rozwścieczoną staruszkę”, choć to listopad, i śmierć, i kruki.
Poeta ceni słowa. Wiersze są przeważnie krótkie i nie tyle oszczędne w słowa, ile wykorzystujące różne ich możliwości. Ani dźwięku więcej nie potrzeba, by wyrazić myśl w danym wierszu. Na przykład najkrótszy utwór w zbiorku to zaledwie kilkanaście słów: „Wszyscy/coś plotą/ na szyję/na łeb/nie uda się mnie/ uwiązać” Jakby bawił się słowami i wciągał w to czytelnika; „łańcuch pokarmowy kłamstw” – fascynująca gra skojarzeń.

W jego wierszach jest bunt, niezgoda na naszą złość codzienną, na tandetność, na przemijanie. „…dojrzewam /a tego nie wybaczę /Światu i sobie”. Można tu też odnaleźć myśli – takie do powtarzania sobie w trudnych chwilach – „… nie potrzebuję akceptacji /skoro nie dano mi / zrozumienia”

I lepiej mu nie podpadać, jak choćby poeta „trzykrotnie zasłużenie nominowany do paszportu” („Polityki” oczywiście). Wypomni mu, że powinien przynajmniej „przekraczać jakiekolwiek granice”. Generalnie Suchenia ma poczucie humoru. Chyba sam Bóg uśmiechnąłby się, czytając „ o wynalazku wiary w siebie”, choć w swojej wymowie wiersz za bardzo Mu nie kadzi, delikatnie mówiąc.
Autor w swoim też stylu przedstawia się czytelnikom:

„Urodziłem się w lipcu 1971 roku w Wałbrzychu, wychowałem na ulicach rodzinnego miasta oraz nowosądeckiej wsi. Ludzie wątpiący w moje wychowanie, mogą sobie ten wyraz zastąpić słowem ukształtowały. Wiersze zebrane w tym debiutanckim tomiku powstawały w okresie 20 lat, są więc pełnoletnie, czego ich autor nadal nie potrafi o sobie powiedzieć.”

Skoro już dotarliśmy na obwolutę, tutaj również widać żelazną konsekwencję autora. O jego poezji piszą liderzy mało znanych grup muzycznych,. Paweł „Piguła” z The Analogs i Krzysiek Grabowski z Dezertera. Stwierdzili m.in. „ ta poezja jest próbą usystematyzowanie naszej bezsilności.”

Po raz pierwszy publicznie
Daniel Suchenia, jak wiedzą wszyscy w przychodni, wykonuje na co dzień mało poetyckie zadania w dziale informatyków. Tymczasem, stwierdził prezes Leszek Grodziński, wcale to nie jest takie zaskakujące, choć zdarza się rzadko – posiadanie umysłu ścisłego i bycia humanistą. W dyskusji przywołano najwspanialsze przykłady takich połączeń; ktoś wspomniał nawet Leonarda da Vinci.
Najważniejsza była jednak poezja. W nastrojowej atmosferze, przy już połyskującej choince, zebrani wysłuchali wierszy w interpretacji Roberta Delegiewicza. W tle były prezentowane ilustracje z tomiku, autorstwa Małgorzaty Laszczak. I jeszcze muzyczne przerywniki, teledyski w wykonaniu grup, jak to się mówi – niszowych. Właśnie ich liderzy wypowiedzieli się na obwolucie książeczki.
Kiedy zaś słuchacze wzięli do ręki „Pestkowca”, zachwyciło ich niezwykle piękne i staranne wydanie. Z uznaniem znów oglądali ilustracje Małgorzaty Laszczak. Artystka, obecna na spotkaniu powiedziała, że przeważnie inspirowały ją zawarte tu wiersze. Tomik wydała Fundacja Wspierania Kultury Ogrody ze Szczawna Zdroju.

O poecie
Przede wszystkim rozumie, w jak niepoetyckich czasach żyje. Opowiedział o smutnym doświadczeniu w jednej z wałbrzyskich księgarń, gdy próbował znaleźć jakieś wydania poezji. Takiego działu w ogóle nie zauważył. Kiedy zaś zapytał, sprzedawca zaprowadził go gdzieś w zakamarek i wskazał regał. Pomyślał, że przynajmniej cały ten mebel zawiera poszukiwane wydania. Gdzie tam! Było ich zaledwie kilka, upchniętych na najwyższej półce, autorstwa w większości klasyków. Trudno się więc dziwić, że on sam dopiero po dwudziestu latach zdecydował się zebrać powstałe w tym okresie wiersze w pierwszy swój tomik.

Jak tworzy? Przyznaje, że latami nie napisał ani wiersza. Czasem znów zapisywał nagle nasuwające się refleksje. Kiedy już powstawały wiersze i wysyłał je na konkursy, zdobywał nagrody i wyróżnienia, również wydanie „Pestkowca” jest formą docenienia jego talentu, Otrzymał bowiem stypendium Urzędu Miasta.

Zdradził też tajemnicę, że wierszy jest wiele „po szufladach” i ma jeszcze inną pasję – biegi, a na zawody jeździ do różnych krajów. Kiedy znów przedstawi swoją poezje, choć cząstkę zawartości szuflad? Uczestnicy spotkania byli zachwyceni i dopytywali o taką możliwość.

Gdy nadchodzi Boże Narodzenie

Święta, święta coraz bliżej… W tym czasie tradycyjnie odbywa się w naszej przychodni uroczyste spotkanie „pracowniczej rodziny”. Zanim zabrzmią serdeczne życzenia, składane sobie nawzajem, a kolędy i pastorałki stworzą ten niezapomniany nastrój jest czas na doroczne podsumowania.

– Możemy być dumni z osiągnięcia certyfikatu jakości ISO. Nawet audytorzy byli mile zaskoczeni, jak szybko i sprawnie udało się to naszej przychodni – podkreślił prezes Leszek Grodziński.

O ile legitymowanie się tym certyfikatem nie jest rzadkością, to dzieje się tak w sferze gospodarki i administracji. Placówki służby zdrowia na zdobywanie ISO raczej się nie porywają. Przychodnia Piaskowa Góra jest więc w tej dziedzinie niekwestionowanym liderem. Były też w mijającym roku indywidualne osiągnięcia. Kilka osób podwyższyło swoje kwalifikacje. I jeszcze, zauważył prezes, objawił się w naszym gronie poeta. Możemy to również zaliczyć do sukcesów (o spotkaniu z poetą i o nim samym piszemy w osobnym tekście).

A potem były już tradycyjne życzenia – świąteczne bożonarodzeniowe i noworoczne na 2015 rok.

Zabrzmiały kolędy, w wykonaniu Roberta Delegiewicza (skrzypce) i Zygmunta Kuzioła (syntetyzator). Czasem uczestnicy spotkania śpiewali razem najbardziej znane utwory: W żłobie leży, Przybieżeli do Betlejem, Lulajże Jezuniu i inne.

Nie mogło w takiej chwili zabraknąć znanej w świecie pieśni „Cicha noc”, jako przerywnik artyści wybrali muzykę świąteczną różnych narodów. Było więc „Pada śnieg”, a gorętsze rytmy przypomniały o nieodległym karnawale. Na zakończenie zaś wszyscy zaśpiewali „Bóg się rodzi”.