Wałbrzyski węgiel – wciąż pasjonuje

O powstaniu naszego miasta i jego losach w ciągu stuleci decydował węgiel. Tę prawdę uświadomił, a może tylko przypomniał gość lutowego „Spotkania osobowości z pasją” – dr inż. Jerzy Kosmaty.

Gdyby przed dwudziestu kilku laty ktoś powiedział o nim– osobowość z pasją, a tą pasją miałby być wałbrzyski węgiel, pewnie by się roześmiał. Wtedy dla wałbrzyszanina ten kruszec, tylko przy wielkich okazjach określany górnolotnie „czarnym złotem”, był na co dzień czymś najzupełniej zwykłym. Ot, jak powietrze…. Górnikom do głowy by nie przyszło, żeby się nim pasjonować. A później, gdy żegnali ostatnie wagoniki z kolejnych kopalń, ważny stał się każdy szczegół dawnego życia. Z pietyzmem przynosili do powstającego muzeum sztandary, kroniki i osobiste pamiątki. Bezcenne stały się również pamiątkowe kufle z dorocznych, barbórkowych karczm piwnych. Jedna z nich ma kształt trumienki, a pochodzi z którejś z ostatnich takich uroczystości.

Obecnie Wałbrzych żyje innymi problemami, spychając „węgiel” do muzeum albo niezbyt poważnych imprez wspominkowych. Jednak jakbyśmy się nie starali temu zaprzeczać, wałbrzyski węgiel wciąż budzi emocje…

– Tak było zawsze, gdy mówił o nim inż. Kosmaty. Pamiętam, jak „urywały się” telefony w czasie audycji radiowej, z jego udziałem, miejscowej rozgłośni, z którą przed laty byłem związany. – wspomniał, witając gościa, prezes Leszek Grodziński.

Tym razem również były pytania, nawet zapisane na kartce. Bo gdy syn jednego z uczestników dowiedział się o tym spotkaniu, przesłał prośbę  wyjaśnienia sprawy chodników pod centrum miasta. Bardzo się tym pasjonuje.

Los górnika

Rozpoczynał od stanowiska rębacza czyli na pierwszej linii podziemnych zmagań. Wtedy był jeszcze na studiach i to był sposób na podreperowanie budżetu przed wakacjami. Potem było mozolne wspinanie się po szczeblach kopalnianej  kariery.

– Tutaj nie było żadnej drogi na skróty. Gdzieś tak na dyrektora do spraw socjalnych czy pracowniczych bywały nominacje, zanim przeszło się wszystkie wymagane stanowiska, ale na inne – mowy nie było. W tych przypadkach musieli być sprawdzeni fachowcy. – wspomina Jerzy Kosmaty.

I tak było również na samym początku czyli wtedy, gdy polskie władze przejmowały wałbrzyskie kopalnie. Przestrzegano zasady, że niemieccy fachowcy nie mogą stąd od razu wyjechać. Wprowadzono dla nich trzy rodzaje dokumentów, określających na jakim szczeblu może zapaść decyzja o deportacji. Miał to być dyrektor kopalni albo zjednoczenia albo jeszcze wyżej. Wiele lat po wojnie ktoś pokazał mu taką kartkę, wygrzebaną z archiwum domowego. Bo niewszyscy niemieccy specjaliści wyjechali.  Jerzy Kosmaty pamięta niektóre nazwiska. Tak, oni doskonale znali Wałbrzyskie Zagłębie.

Ten rozsądek władz w pewnym momencie przestał obowiązywać. Awansowano wtedy na dyrektora kopalni „fachowca”, legitymującego się ukończeniem czterech klas czyli przedwojenną podstawówką oraz kursem odbytym aż w Moskwie. Pewnie miejsce tego kursu było tak decydujące. O pomysłach dyrektora z awansu społecznego krążyły potem anegdoty. Słyszał je również Jerzy Kosmaty, np. o obdzielaniu zakładowymi pieniędzmi kogokolwiek z załogi. Z samym dyrektorem nie miał okazji pracować.

Jerzy Kosmaty przeszedł więc wszystkie szczeble kopalnianej kariery i był również świadkiem upadku naszego Zagłębia. Kwituje ten fakt przypomnieniem, że ekspertyzę opłacalności wydobycia przeprowadzano tydzień. I wystarczyło, żeby Wałbrzych pozbawić węgla, z którego żył kilkaset lat. Czy można to cofnąć i znów uruchomić kopanie? Wg inż. Kosmatego jest to niemożliwe z powodu ogromu wody, która wypełnia chodniki.

Sprawa reaktywowania kopalń wciąż jednak wraca i przy którejś okazji nasz gość zapytany, czy tu na miejscu wałbrzyszanie mogliby pomóc w realizacji tej prezentowanej koncepcji, odpowiedział stanowczo i dowcipnie. Pomożemy z dołu, bo w tym czasie wszyscy już będziemy pod ziemią.

Kiedy więc woda zalewała ostatnie chodniki, on wyruszał w głąb dziejów Wałbrzyskiego Zagłębia Węglowego. Przy okazji spotkań takich, jak nasze – z pracownikami Przychodni Piaskowa Góra, przedstawia historię Zagłębia. Pracuje naukowo. Właśnie opublikował książkę na temat śmiertelnych wypadków w górnictwie na terenie Zagłębia. Tak jeszcze  może działać wałbrzyszanin, którzy wciąż żyje sprawami naszych kopalń. Służy też swoją szeroką wiedzą przy zagospodarowywaniu tajemniczych podziemi w okolicach Wałbrzycha. Proszą go też o radę przy budowie kopalń, ale gdzieś w innych regionach.

Kartki z historii

Początki górnictwa w tej części Dolnego Śląska są tak odległe, że badacze nie są zgodni, czy to 1544 rok, czy może wcześniej – 1366. Obie daty dotyczą dokumentów: czternastowiecznego pozwolenia na uruchomienie sztolni na terenie obecnego Białego Kamienia i późniejszego wymienienia kopalń w testamencie jednego z Czettritzów. W każdym razie na przełomie XVIII i XIX wieku kopalnie były już bardzo liczne.

– Musiały być na kształt obecnych bieda-szybów, sądząc po ich liczbie i liczbie pracujących tam ludzi. W każdej węgiel wydobywało około 20 górników, do czasu aż nastąpił zawał. Technika była wtedy prymitywna i nie było możliwości schodzenia do niższych pokładów. – wyjaśniał Jerzy Kosmaty.

Dopiero epokowe odkrycia, choćby maszyny parowej spowodowały rozwój przemysłu. W pierwszej połowie XIX wieku powstają największe fabryki naszego miasta. Swoją firmę zakłada rodzina Albertich (późniejsza „Camela”), powstaje Huta Karol, fabryki porcelany Tielscha i Kristela. W tamtym czasie były jednymi z najnowocześniejszych w Europie. I cóż spowodowało taki rozwój? Przypadek? Gość spotkania powtarza, że o powstaniu Wałbrzycha zadecydował węgiel. Przy ówczesnych trudnościach transportowych, najwygodniej było wykorzystywać go na miejscu. Choć próbowano też wysyłać węgiel. Najbliżej do Odry, było drogą do Malczyc. Badacze ustalili przebieg tej dawnej drogi węglowej. Wiodła przez wieś Wilczków.

Górnictwo od niepamiętnych czasów decydowało o wielu dziedzinach życia naszego miasta. Na przykład lecznictwo. Szpital na Piaskowej Górze, którego budowa została sfinansowana przez ówczesne ministerstwo górnictwa i dodatkowo wsparta dobrowolnymi składkami wałbrzyskich górników, wcale nie był pierwszym takim darem. W 1909 roku Bractwo Górnicze ufundowało szpital przy obecnej ul. Batorego.

Idea niesienia pomocy dla dotkniętych nieszczęściem również sięga dawnych czasów i pewnie nie przypadkiem symbolizowała ją niegdyś postać „żelaznego górnika”. Nazwę zawdzięczał gwoździom, przeważnie żelaznym, które opatrzone w ich nazwiska ofiarodawcy mogli wbijać w drewnianą figurę. Tak zebrane fundusze przeznaczano na pomoc dla górniczych wdów, które straciły mężów w kopalni lub na wojnie.

Kończył się czas spotkania, a tyle było jeszcze tematów. Gość przygotował dla słuchaczy ankietę- konkurs, a nagrodą była jego ostatnia publikacja. Zwycięzcy byli bardzo zadowoleni. Pierwszy raz na naszym spotkaniu zjawiła się miejscowa telewizja i przeprowadziła wywiad z inż. Jerzym Kosmatym.