W strefie poufności

Zmienia się nasza przychodnia. Będzie mieć nową elewację. Budynek właśnie skrył się pod ochronnymi płachtami, bo wszystko musi funkcjonować normalnie i nikomu nie może nic skapnąć na głowę. Od kilku tygodni inaczej prezentuje się „Rejestracja”. Stanęły tu estetyczne, metalowe barierki, a dobrze widoczny napis informuje – „Strefa poufności”.

Rejestratorki są zgodne, że obecne rozwiązanie ułatwia im pracę. A pacjenci? Przecież oni są tu najważniejsi. Dotychczas oczekując na zarejestrowanie do lekarza nieraz mogli poczuć się, jak w kolejce po przysłowiową pietruszkę. Najbliżsi kolejkowicze chcąc nie chcąc wszystko słyszeli: do kogo i na kiedy, trudno też było zadać rejestratorkom bardziej poufne pytania. Sąsiedzi z kolejki, ci nieco wścibscy, mogliby nawet wtrącać swoje trzy grosze. Na przykład: oj, z  takim głupstwem nie trzeba od razu pchać się do lekarza. To tylko przykład, pewnie nikt sobie na takie uwagi nie pozwala, ale może tak pomyśleć. Dlatego kto uważa, że choroba to sprawa prywatna, bardziej intymna, powinien być zadowolony. Wszystko załatwi tylko z rejestratorką, z dala od uszu ciekawskich.

Barierki i linia na podłodze wyznaczają miejsce, gdzie należy oczekiwać aż ten załatwiający właśnie rejestrację zakończy sprawę. Tym, którzy się zapomną i tak, jak dawniej chcieliby zawisnąć na plecach ”pierwszego w kolejce”, pracownicy ochrony dyskretnie przypominają o zmianie kolejkowych obyczajów.

Oby jak najdłużej ochroniarze tak nam tu pomagali, podkreślają rejestratorki. Poprzednio, z różnych stron kolejki, były zasypywane pytaniami. Rozpraszało je to w pracy, mogły się pomylić, coś pokręcić. W rejestracji szczególnie jest potrzebne skupienie. Obecnie są też warunki, by przekazać pacjentowi informacje, przeznaczone wyłącznie dla niego lub, jeśli trzeba, zapytać o sprawy intymne. Strefa poufności to dobry pomysł.