Spotkanie z człowiekiem gór – Piotrem Snopczyńskim

Najwyższe, najwspanialsze, po prostu H i m a l a j e

Osobowość z pasją; tym razem wydawało się, że to nobliwe określenie jest zbyt „ciasne” dla człowieka gór tak potężnych, że mówi się o nich „dach świata”. Prezes Leszek Grodziński, przestawiając himalaistę Piotra Snopczyńskiego, powiedział: dla niego góry są więcej niż pasją, to sposób na życie.
Tymczasem nasz gość nie zajmował się zdobytymi przez siebie szczytami najwyższych na świecie gór. Ledwie co wspomniał o organizowaniu prestiżowych Dni Gór w Świdnicy oraz pracy ratownika GOPR. Za to przybliżał nam obraz dnia codziennego uczestników wyprawy, ilustrując opowieść zdjęciami i filmami. I było to fascynujące; tak bardzo, że nie wiadomo kiedy minęły dwie godziny spotkania. Obserwowaliśmy więc, jak funkcjonuje w ekstremalnych warunkach dziewięciu uczestników polskiej ekspedycji na Broad Peak w Karakorum, dwunasty szczyt świata o wysokości 8047 m. Zdecydowali się na drogę pierwszych jego zdobywców – od zachodu, z lodowca Goldwin – Austin w rejonie Baltoro. Wybrali też na ten wyczyn porę zimową, rozpoczęli w grudniu zeszłego roku. A my dowiedzieliśmy się, że właśnie takie „lodowate” wspinaczki, stają się specjalnością polskich himalaistów.
Pobudka przy minus 40 st.C
Ktoś z kamerą wędrował od namiotu do namiotu, rankiem i to nie zbyt wczesnym. Bo temperatura musiała osiągnąć, możliwe jak tamte warunki, poziomy. Budząc uczestników wyprawy, pytał przy okazji o różne codzienne sprawy. Na przykład, czy preferują zmianę bielizny przed udaniem się na spoczynek. Piotr Snopczyński (na ekranie) zrobił nawet krótki wykład o dobroczynnych skutkach przebieranie się przed snem. Inny himalaista stwierdził, że od miesiąca nie ruszał tego, co ma na sobie. W każdym razie pod sufitem namiotów zawsze się coś suszyło. Bo zdobywcom bardzo doskwiera problem wilgotnych, przepoconych różnych części garderoby. Walczą zresztą o zachowanie minimum zasad higieny, urządzając np. co jakiś czas kąpiel w wyznaczonym namiocie, choć na zewnątrz jest mróz, tak przynajmniej ze dwadzieścia kilka stopni. I mogliśmy zobaczyć na ekranie, jak wygląda takie pluskanie.
Tam na wysokościach i przy wszechwładnym mrozie, najzwyklejsza czynność staje się jakaś inna i nierzadko trudno wykonywalna. Najbardziej nawet doświadczony uczestnik takich wypraw będzie ubierał się przed wyjściem na wspinaczkę przynajmniej pół godziny. Każda część jego stroju ma określoną rolę i miejsce, do tego przy ubieraniu nie można zbytnio się odsłaniać. Pamiętamy, jaka panuje tam temperatura. A potrzeby fizjologiczne? Zwykłe wysmarkanie nosa, wykonane nieostrożnie, grozi poważnymi odmrożeniami. Wiele jest zagrożeń, które nam „na dole” trudno sobie wyobrazić. Na przykład utratę apetytu, a nawet chęci zaspokajania pragnienia.
-Gdybym chciał urządzać turnusy dla odchudzających się, zabierałbym ich w wysokie góry. Zgubiliby wtedy sporo kilogramów. My też gubimy, pomimo wszystkich przeciwdziałań. – żartował Piotr Snopczyński. Dla wspinaczy takie chudnięcie jest niebezpieczne. Ich organizmy muszą być przygotowane na ogromny wysiłek, podejmowany w ekstremalnych warunkach. Dlatego sprawy wyżywienia są traktowane priorytetowo. W pobliżu obozowiska, również – głębiej w lodzie, gromadzi się wcześniej odpowiednie zapasy mięsa i innych produktów żywnościowych. Wynajęci tragarze wnoszą je razem ze sprzętem. Tego wszystkiego, czego potrzebuje ekspedycja jest tyle, że i dla jej uczestników pozostaje sporo do wniesienie. Do składu osobowego zostaje też dołączony miejscowy kucharz, specjalizujący się w gotowaniu dla wspinaczy. Od Polaków nauczył się m.in. smażyć placki ziemniaczane. Mimo to każdy uczestnik schudł bardzo.
Niebezpieczeństwo niosą też same warunki naturalne, panujące na tych wysokościach. Jeden z uczestników miał zator płucny i tylko dlatego, że szczęśliwie pogoda umożliwiła szybko transport powietrzny do szpitala, nie skończyło się to tragicznie. Odmrożenia przydarzają się najbardziej doświadczonym.
Można zapytać, po co oni siedzieli w tych ciasnych namiotach, dlaczego tylko ćwiczyli wspinanie się po „kawałkach” lodowca, dlaczego w ogóle męczyli się w tym obozowisku – zamiast ruszyć na Broad Peak? Bo trzymała ich tam pogoda. Czekali na odpowiednie warunki, cierpliwie dzień po dniu. Pewnego dnia wichura nawet porwała część obozu. Wreszcie wyglądało, że już można wyruszyć. Jednak i tym razem poprawa była krótkotrwała. Załamanie pogody uniemożliwiło atak na sam szczyt. Wyprawie tym razem udało się dotrzeć do tzw. przedwierzchołka, co też uznawane jest za sukces. Oglądając schemat tras na Broad Peak, można stwierdzić, że ten przedwierzchołek jest tak blisko szczytu, jakby tylko na wyciągnięcie ręki. Rozwaga i poczucie odpowiedzialności za życie swoje i innych sprawiły, że postanowili tym razem sobie odpuścić.
Cywilizacja się wkrada
Poczuć smak gór i przygody – dla wielu to marzenie życia. A jeżeli są chętni, to znajdą się i tacy, którzy im realizację pragnień umożliwią, za odpowiednią opłatą oczywiście. Dlatego u stóp tych najwyższych i najwspanialszych można całkiem zwyczajnie napić się piwa albo przenocować „na wysokościach” w schronisku, gdzie i elegancka łazienka jest w standardzie. Tylko że te góry nie dają się poskromić. W schroniska, położonym najwyżej na świecie, w pokojach trzeba było umieścić „gniazdka z tlenem”, co i tak nie pomaga gorzej przygotowanym fizycznie gościom. Co rusz ktoś tam zasłabnie.
Himalaje nie mają względów dla swoich fanów. Potrafią skryć się we mgłach na całe tygodnie. A oni na dole czekają, żeby choć nacieszyć oczy. Czekają, płacąc „ciężkie” pieniądze. Urlop mija, muszą wracać, a nawet jeden raz nie spojrzeli na szczyty.
Na zakończenie spotkania Piotr Snopczyński podarował naszej przychodni wspaniałe fotografie gór, a każdemu uczestnikowi – mniejsze fotki K 2 i Broad Peak. Obiecał też nam jeszcze jedno spotkanie.